Żegnamy Barbarę Krafftównę - jedną z największych aktorek w historii polskiego kina

W niedzielę, 23 stycznia pożegnaliśmy jedną z największych dam polskiego aktorstwa filmowego i telewizyjnego – Barbarę Krafftównę. Niezapomnianą gwiazdę srebrnego ekranu, która swoim rolami trwale zapisała się w historii polskiego kina. O współpracę z nią zabiegali najważniejsi twórcy, dlatego mogliśmy podziwiać jej talent w filmach Wojciecha Jerzego Hasa, Andrzeja Wajdy, Kazimierza Kutza, Stanisława Barei czy Czesława Petelskiego.

 

Krafftówna, jak sama przyznawała, rozkoszował się zawodem aktorskim. Mawiała że, scena upoważnia ją do ujawnienia wszelkich form, zdarzeń lub czynności życiowych. Doprowadzenie uczuć, czynności, nastrojów do szczytu granic ich stanów. Ta niemalże służalcza postawa wobec wykonywanego zawodu, nadawała jej aktorstwu metafizycznego wymiaru. Barbara Krafftówna nie obdarowywała życiem swoich bohaterek, ona sama właściwie ożywała czy to na scenie, czy przed kamerą. Być może dlatego widz miał poczucie, że każdy najmniejszy gest, każde spojrzenie wyraża nieskończoną gammę emocji.

 

Od zawsze bardzo poważnie podchodziła do swojego zawodu. Czerpała z aktorstwa pełnymi garściami. Każdy obszar aktorstwa mógł być przez nią wykorzystany czy to na deskach teatru, czy na planie filmowym. Krafftówna przyznaje, że często sięgała również po pantomimę, kiedy chciała, by jakieś jej ruch nabrał większego, bądź innego znaczenia.

 

zdjęcie przedstawia Barbarę Krafftównę wraz ze Zbigniewem Cybulskim

fot. "Jak być kochaną", 1962, reż. W. J. Has, © WFDiF

 

U Andrzeja Wajdy zagrała w legendarnym „Popiele i Diamencie”. Chociaż Krafftówna nie była przekonana czy pasuje do roli Stefki. W tekście bohaterka była opisana jako wyrazista i niezwykle rześka dziewczyna, aktorka obawiała się, że jej drobna postura nie będzie wiarygodnie oddawać założenia reżysera. I wymyśliłam ekspresję, charakterystyczno-dramatyczną. Była w tym i histeria, i ruch dziewuchy wiejskiej, takiej, co to jak się odwinie, to przywali. Aktorka i twórca spotkali się również w teatrze przy okazji sztuki „Play Strindberg” w Teatrze Współczesnym. Obsada była znakomita, aktorce towarzyszyli Tadeusz Łomnicki i Andrzej Łapicki, który tak wspominał wspólną grę: Graliśmy parę kochanków. Zafundowaliśmy sobie pauzę, aby tylko wzrokiem wyrazić to, co się w nich dzieje. Z daleka dobiegał walc Chopina. Basia patrzyła na mnie, patrzyła bardzo długo, po czym odwracała się do widowni. Zapanowała martwa cisza. Oczy miała pełne łez. I widownia płakała razem z nią. Nigdy nic takiego nie przeżyłem w całej swojej karierze.

 

 

Do zagrania w przebojowych „Czterech Pancernych” namówił ją syn. Z początku aktorka odmówiła udziału w projekcie. Przyznała, że przeraziły ją trudne warunki na planie. Jednak usilne prośby syna, który był ogromnym miłośnikiem pierwszej serii, zmiękczyły serce Krafftówny. Postać zwariowanej Honoratki, ukochanej Gustlika, niosła ze sobą jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Ponieważ serial był tak niezwykle popularny, mógł na zawsze zamknąć aktorkę w tej jednej roli. Jednak nie pozwoliły na to jej niezwykły talent i samoświadomość. Wymyśliłam sobie sposób mówienia, zachwyt w głosie, zdziwienie. Do tego stopnia, że publiczność, widząc mnie na scenie, nie rozpoznawała Honoratki.

 

 

Jeżeli mielibyśmy wskazać jedną, najznakomitszą rolę Barbary Krafftówny, byłaby nią zdecydowanie Felicja w „Jak być kochaną” Wojciecha Jerzego Hasa. Dobry materiał literacki zawsze był dla mnie bazą do budowania złożonych postaci.- mawiała artystka. Główna bohaterka filmu, grana przez Krafftównę, skrywa w sobie wiele postaci i osobowości, które ostatecznie hamowane są przez liryczną i nostalgiczną Felicję. Mało tego, że w filmie sama bohaterka jest aktorką, która w kilku scenach musi odgrywać inne postacie, to sama Felicja jest osobą złamaną przez życie, a „Jak być kochaną” pokazuje szerokie spektrum jej egzystencji. Podróż samolotem do Paryża, która niejako ustawia całą narrację filmu, staje się dla bohaterki podróżą do źródeł jej wspomnień i podświadomości. W retrospektywach mamy zupełnie inne oblicz tej samej Felicji – gotowej do poświęcenia, naiwnej, silnej, pełnej nadziei. Wszystkie te odcienia Krafftówa oddaje powściągliwą, ale jednocześnie emocjonalną ekspresją. Jednocześnie uwiarygadniając cały czas swoją postać. Nie mamy jako widzowie poczucia, że obcujemy z kilkoma bohaterkami, ale z jedną, tą samą kobieta, na przestrzeni wielu lat i kilku wyrazistych stanów emocjonalnych. Prawdziwe aktorskie mistrzostwo!

 

Nie mam żadnych ciężkich wspomnień związanych z aktorstwem, same przyjemne! – tak opowiadała już u schyłku swojego życia, wspominając swoją drogę artystyczną. Zespół Narodowego Centrum Kultury Filmowej składa szczere kondolencje rodzinie aktorki. Pamięć o jej ogromnym talencie, zapisanym na filmowych nośnikach, na zawsze pozostanie w naszych sercach!